English

Nanook of the North: abstrakcja spotyka moc przyrody

Anna Lalka
2/08/18
Nanook of the North
Polskie kino narusza tabu. Esej Piotra Czerkawskiego Don Kichot był moim Everestem. Rozmowa z Terrym Gilliamem

- Kilka dni w studiu w Reykjaviku było żywym eksperymentem, w którym stoimy nad garem i próbujemy łączyć różne dziwne składniki. Gar bulgocze, emocji dużo, a my co chwila smakujemy i wylewamy to wszystko albo lecimy dalej - z zespołem Nanook of The North rozmawia Anna Lalka.

Wasz pierwszy wspólny album przytłacza swoim chłodem i narastającym niepokojem. Tworzyliście na zimnej północy. Zainspirowały was miejsca, w których tworzyliście, czy najpierw były emocje?

Obydwaj wiedzieliśmy, gdzie kierują się nasze inspiracje i energia. Była między nami zgoda co do tego, czego mniej więcej szukamy, ale konkret musiał się wykuć i zahartować. Bez żalu i wątpliwości odrzucaliśmy mnóstwo zupełnie dobrego materiału, który jednak nie dawał nam poczucia osiągnięcia celu. Wyjazd na zimną północ napełnił nas właściwą energią i dał też szansę na bardzo intensywną pracę i okazję, żeby konfrontować się ze sobą na bieżąco, a nie jedynie wysyłać propozycje.

Każdy z was, jako odrębny artysta, wnosi do projektu coś tylko od siebie, czy rozumiecie się na polu muzycznym tak samo? Jak wygląda u was proces wspólnego tworzenia?

Rozumiemy się dość nieźle, bo w dużym stopniu poruszają nas podobne rzeczy w muzyce czy w naturze. Jeśli chodzi o muzyczny rdzeń, myślenie muzyczne czy proces tworzenia - jesteśmy zupełnie inni. Znalezienie wspólnego klucza zabrało trochę czasu, ale - koniec końców - udało się. Kilka dni w studiu w Reykjaviku było żywym eksperymentem, w którym stoimy nad garem i próbujemy łączyć różne dziwne składniki. Gar bulgocze, emocji dużo, a my co chwila smakujemy i wylewamy to wszystko, albo lecimy dalej.

Nie baliście się, że tak zimny emocjonalnie album może was poróżnić? Chyba trudno połączyć dwa odrębne temperamenty.

Żaden z nas nie ma łatwego charakteru, ale jesteśmy dorośli i szanujemy się nawzajem. Jakimś cudem udaje nam się uniknąć poróżnienia (śmiech).

Tytuł projektu nawiązuje do filmu dokumentalnego Roberta J. Flaherty'ego, do którego wykonaliście podkład muzyczny na żywo. Co skłania was do łączenia sztuki wizualnej z muzyką?

Nie do końca jest to podkład, raczej dwutorowa narracja. My nie gramy do filmu. To film jest wyświetlany przy okazji naszego koncertu; nawet go lekko przemontowaliśmy. Wątek wizualny zdecydowanie jest dla nas istotny i pomaga uwypuklić nasz przekaz.

Nanook of the North to kompozycje wielowarstwowe, tworzące wielowątkowe historie. Eksperymentujecie z ambientem na bieżąco, czy macie wyznaczone cele w przypadku waszej muzyki?

Nie ma konkretnych celów, nasza muzyka jest dość abstrakcyjna. Jedynym wspólnym mianownikiem przy pisaniu utworów było skupienie się na konkretach, mocnych środkach. Mimo że muzyka jest abstrakcyjna, interesuje nas poważna tematyka - majestat, moc, brutalność i powaga przyrody.

Planujecie dalszą współpracę przy tym projekcie?

Oczywiście. Mamy podpisany kontrakt z wytwórnią. To jest regularny zespół, nie jednorazowy projekt. Mamy wrażenie, że to dopiero początek.

Koncert Nanook of the North w Klubie festiwalowym Taste, That's Why w Arsenale: 2 sierpnia (czwartek), 22:00. Wstęp wolny.


Anna Lalka

Zafascynowana różnorodnością, dlatego kocha zgłębiać zarówno kulturę Bliskiego Wschodu, jak i polską ludowość czy popkulturę amerykańską. Najlepiej, kiedy może zaobserwować to w dziełach kultury, które uwielbia komentować. Dziennikarka związana z Radiem LUZ. Prowadząca muzyczną audycję "Synestezja" oraz współprowadząca program filmowy "Coś Obejrzanego".


czytaj także
Wywiad Szok jest kluczowy. Rozmowa z Isabellą Eklöf 2/08/18
Wywiad Powrót do listów w czasach Twittera. Rozmowa z Irene Lusztig 1/08/18
Wideoesej Wideoesej: A Joke by Ingmar Bergman 1/08/18
Wywiad Maja S. K. Ratkje: dialog z publicznością 3/08/18

Newsletter

OK